O autorze
Agata Szczotka-Sarna, fanka prostych przyjemności, poszukiwaczka i propagatorka minimalizmu w miejskim życiu.
Pisz na sarniezycie@gmail.com
Zajrzyj na profil Sarniego Życia na Facebooku

5 prostych radości prosto z Helsinek

Znalezione na ścianie jednej z odwiedzonych kafejek:)
Znalezione na ścianie jednej z odwiedzonych kafejek:) fot. Agata Szczotka-Sarna
Tydzień w Helsinkach to miejska część naszych tegorocznych wakacji. Naszych, czyli rodzinnych. We trójkę – ja, mąż i syn – przebyliśmy Bałtyk, by spędzić czas ze znajomymi (raz jeszcze DZIĘ-KU-JE-MY za zaproszenie i fantastyczne przyjęcie!) i poznać stolicę Finlandii. Lubię miejskie wakacje, bo odkrywanie zwyczajów i szukanie rozwiązań, które sprzyjają minimalizmowi oraz spowolnieniu tempa, w każdym kraju wygląda inaczej. Oto moje fińskie odkrycia.

#1 Groszek cukrowy
Pierwszego dnia wybieramy się popływać. Oliwia, która wraz z rodziną gości nas podczas fińskich wakacji nie może z nami iść, bo pędzi do pracy. Wręcza mi jednak paczuszkę w groszkiem. Zakładam, że po prostu chce go wieczorem ugotować, więc grzecznie opiekuje się tym groszkiem do końca dnia. I gdy wieczorem spotykamy się znowu, Oliwia ze śmiechem pyta, dlaczego go nie zjedliśmy. Wtedy dowiaduję się, że cukrowy groszek to jedna z popularnych sezonowych przekąsek. Tak jak truskawki, jagody, czy maliny, można go kupić na każdym ulicznym straganie. No może nie tak samo, bo groszek znika ze stoisk błyskawicznie, a przechodniów z woreczkami pełnymi charakterystycznych zielonych strączków mijamy co kilka kroków. Gdy już wiem to wszystko, nie dziwią mnie piknikowe ślady w postaci porzuconych pustych strączków, które odkrywam podczas spaceru przez wyspę Suomenlinna.

Zapomniałam, jaka to radość. Wyłuskiwać ziarna i chrupać je niczym drażetki. Słodki groszek jest prostą i smaczną przekąską: nie wymaga gotowania, łuskanie zajmuje dłonie i pozwala się skupić na czynności powtarzalnej, dającej zmysłowe rezultaty w postaci pojawiających się na dłoni zielonych, pachnących świeżością i soczystych ziarenek. Fiński traktat o łuskaniu groszku to moje wakacyjne odkrycie w kategorii pyszne przyjemności.

#2 Chwila na kawę
Kahvila. To słowo widujemy podczas spacerów bardzo często. Choć oznacza kawiarnię, dla mnie – gdy czytam je zgodnie z polskimi zasadami – brzmi jak ka chwila. Chwila na kawę, czas na przerwę, moment by się tą kawą, przerwą, a może i dobrym towarzystwem delektować. Delektować można się także bułeczkami z kardamonem, co oczywiście robimy. Jak mówią mi gospodarze, w Finlandii przerwa na kawę i ciacho nie jest tak zinstytucjonalizowana jak w Szwecji fika, ale liczba kafejek i pyszne bułeczki zachęcają do praktykowania takich przerw jak najczęściej.

#3 Miejski azyl
O Kamppi Chapel czytam jeszcze przed wyjazdem i wiem, że to jedno z miejsc, które chcę odwiedzić. Udaje mi się zrealizować ten zamiar już na początku pobytu i… Podzielam zachwyt na architekturą Kamppi Chapel. Szczególnie przemawia do mnie wnętrze z dwunastoma prostymi ławkami, świecznikiem, jasnymi ścianami z drewna, filcowymi pufami zapraszającymi do relaksu oraz dyskretnie wpadającym światłem. Jednak po wizycie w tym miejscu naszła mnie pewna refleksja dotycząca funkcji tej przestrzeni. Właściwie wszystkie przewodniki i ulotki podkreślają, że jest to miejsce, które – choć usytuowane z pobliżu jednego z najbardziej ruchliwych punktów miasta – pozwala na chwilę ciszy, medytację, odkrycie spokoju wśród zgiełku miasta. Mam wątpliwości. O Kamppi Chapel jest tak głośno, że drzwi właściwie się nie zamykają – wciąż napływają odwiedzający. Wielu z nich ignoruje zakaz robienia zdjęć, część przybywa w dużych grupach, które nawet jeśli są milczące, wnoszą odgłosy kroków, odpinanych plecaków. Moim zdaniem trudno w tych warunkach o spokój i równowagę.

Doceniam pomysł miejskiego azylu i cieszę się, że może on być tak piękny, ale rozgłos zdecydowanie nie służy oddawaniu się zajęciom, dla których ta przestrzeń została stworzona. Nie robiłam zdjęć w środku, te z powodzeniem znajdziecie w internetach. Zrobiłam za to zdjęcie, które pokazuje jak, mimo pierwotnego celu i prostoty przestrzeni, zewnętrzne otocznie uderza w Kamppi Chapel swoimi krzykliwymi kolorami, odgłosami i tandetnymi materiałami. A może plastikowe dziecięce rowerki zaparkowane przy wejściu to po prostu sygnał, że najmłodsze pokolenie od wczesnych lat szuka spokoju?

#4 Jedna taka sukienka
Ponieważ wciąż szukam rozwiązań, które pozwolą mi utrzymać porządek i minimum ubrań w szafie (w ostatnim poście pisałam o przemyśleniach po lekturze „Slow Fashion”), aktualna wystawa w helsińskim Design Museum była dla mnie niezwykle inspirująca.


„Antologia mody fińskiej” to przegląd zjawisk i zmian w przemyśle odzieżowym od lat 50 do dziś. Za najciekawsze uważam wątki pokazujące poszukiwanie uniwersalnych, prostych wzorów. Z opisów kilku eksponatów wyłoniła się lista cech, które pomagają zdefiniować minimalistyczną garderobę:
• nacisk na funkcjonalność strojów, ich praktyczność
• dobór materiałów (naturalne, mieszczące się w nurcie zrównoważonej produkcji)
• prostota kroju
• budowanie kolekcji (szafy ) tak, aby poszczególne elementy dały się łatwo komponować w zestawy
• ograniczone zdobienia
• pod prąd ‘szybkiej’ mody (trwałość, ponadczasowe wzornictwo, łatwość zestawiania)

Niby proste. Idea garderoby kapsułowej, w której wszystko do siebie pasuje, a niewielka liczba sztuk odzieży pozwala stworzyć wiele zestawów na różne okazje, nie jest przecież nowa. A jednak na wystawie znalazłam rewelacyjny przykład wcielenia tej idei w życie: Faithful Dress. Zakochałam się w tym projekcie. Już nazwa wiele mówi. Sukienka, która jest Ci wierna – nie opuszcza Cię, towarzyszy Ci w różnych sytuacjach, a dzięki temu, że została wykonana solidnie i z trwałych materiałów, możesz liczyć na to, że spędzicie razem wiele lat. Ona będzie wierna Tobie, Ty – jej. Twórcy Faithful Dress z pracowni Samuji piszą o niej, że została zaprojektowana jako ciuch, który może być noszony przez każdego, w każdej sytuacji.

#5 Muzealne drobiazgi
Spacery po muzeach to w ogóle kopalnia pomysłów. Wybrałam dla Was trzy drobne rozwiązania, które mogą uprzyjemnić zwiedzanie każdego muzeum lub galerii:

Ołówki --> jeśli jesteście fanami małych ołówków rozdawanych w Ikei, polubicie też fakt, że helsińskie muzea udostępniają ołówki dzieciakom. Dzięki temu najmłodsi mogą rozwiązywać przygotowane dla nich zadania albo zostawić w muzeum pamiątkę w postaci swojego dzieła. A dorosłe blogo-typy jak ja sięgają po ołówki, by notować w swoich notesach takie właśnie spostrzeżenia;)

Wejściówki --> podoba mi się, że zamiast klasycznych biletów w większości miejsc, które odwiedziliśmy, wejściówkę stanowiły naklejki. To już jednak standard. Coś nowego odkryliśmy za to w Kiasma – klipsy wielokrotnego użytku (bardzo eko!), które mogą się sprawdzić również jako zakładki do książki.

Sklepiki --> gorąco Was namawiam do uważnego zwiedzania także tej części muzeów i galerii. Celowo piszę o zwiedzaniu, nie o zakupach, bo bardziej niż o nie, chodzi mi o szukani inspiracji. Czasami może to być pomysł na zabawkę, innym razem propozycja stworzenia czegoś ciekawego. Chociaż książeczki typu flipbook-ruchomy obraz (zobaczcie jaką znalazłam!) były mi znane, dopiero teraz pomyślałam, że przygotowanie własnych, razem z synem, może być ciekawym pomysłem na spędzenie jesiennych wieczorów.

Mam nadzieję, że ten krótki przegląd zachęci Was do samodzielnego odkrywania Helsinek i dzielenia się wrażeniami z poszukiwania prostych radości. Po więcej impresji wakacyjnych i codziennych wpadnijcie na profil Sarniego Życia na Facebooku – zapraszam :)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...