O autorze
Agata Szczotka-Sarna, fanka prostych przyjemności, poszukiwaczka i propagatorka minimalizmu w miejskim życiu.
Pisz na sarniezycie@gmail.com
Zajrzyj na profil Sarniego Życia na Facebooku

Minimalizm i powolne życie na co dzień - część 2

fot. Agata Szczotka-Sarna, www.facebook.com/SarnieZycie
Dążenie do minimalizmu i życie w rytmie slow na co dzień, to seria wyborów i decyzji we wszystkich sferach życia: co jadam, jakimi przedmiotami się otaczam, jakie kolory zapraszam do domu. Dziś dzielę się z Wami trzema przykładami z mojego codziennego życia.

Jeśli macie ochotę zacząć od części pierwszej - jest dostępna tu :)

Miniopowieść 1: co jadam
Podczas wakacji przeczytałam “The Simplicity Primer” autorstwa Patrice Lewis. Cała książka budzi we mnie mieszane uczucia (szczególnie niektóre propozycje autorki dotyczące wychowania dzieci), są jednak w tym poradniku fragmenty dające do myślenia. W jednym z rozdziałów autorka pisze o 4 prostych nawykach, które mogą pomóc w wydłużeniu (właściwie - nie skróceniu) życia o 14 lat. Jedzenie 4-6 porcji warzyw i owoców jest jednym z tych nawyków.

O wiele łatwiej zrealizować ten punkt, gdy sięgamy po sezonowe warzywa i owoce. Jedna z moich ulubionych letnich przekąsek to gotowana kukurydza z masłem i solą. Jesienią i zimą, gdy chcę się dogrzać, gotuję zupy kremy, pieczone jabłka, zjadam cukinię curry przygotowaną przez mamę albo szykuję jeden z przepisów zaczerpniętych z "Jadłonomii” (burgery z pieczarką podbiły serca moich domowych mięsożerców!). Was też zachęcam do sięgania po owoce i warzywa. Dbanie o odpowiednią ich ilość w codziennej diecie może Was zainspirować do szukania nowych przepisów i wzbogacania jadłospisu.


Miniopowieść 2: jakie kolory zapraszam do domu
Czy minimalizm we wnętrzach musi oznaczać biel? Jak wszystko w minimalizmie, tak i wystrój wnętrz są indywidualnym wyborem. Moim zdaniem styl skandynawski i biel, która mnie osobiście się z nim kojarzy, idą w parze z minimalizmem. Przede wszystkim wprowadzają harmonię, dają wypoczynek zmęczonym oczom. Przekonuje mnie także to, co o stylu skandynawskim pisze Marta Lubaszewska w ostatnim numerze Wysokich Obcasów Extra: /W Polsce/ przez większość roku jest ciemno, dni są krótkie, a słońca jak na lekarstwo. W dodatku zazwyczaj narzekamy na brak metrów kwadratowych (…) Styl skandynawski świetnie sprawdza się w naszym klimacie i niewielkich pomieszczeniach.


Od siebie dodam tylko, że biel, choćby to było kilka dodatków, potrafi rozświetlić każdy dzień. Na początek jesieni polecam Wam herbatę z dodatkiem pomarańczy. Może być z białego dzbanka ;) - ten ze zdjęcia gości w naszym domu od lat, jest bowiem jednym z udanych prezentów ślubnych.


Miniopowieść 3: czym robię notatki
Trafiłam ostatnio na artykuł "14 wynalazków, które nie wymagają już ulepszeń". Ze wszystkich wymienionych propozycji 100% zgadzam się tylko z ołówkiem. To zdecydowanie moje ulubione narzędzie i to, co niektórzy postrzegają jako niedoskonałość (konieczność temperowania, łamliwość) ja zapisuję mu na plus jako zawołanie do zwolnienia na chwilę.

Lubię też w ołówkach to, że są naturalne - gdy się kończą, gdy je temperujemy, pozostawiają po sobie jedynie łatwo biodegradowalne resztki. Ołówek cenię sobie najbardziej w zestawie z notesem - dziś otwieram kolejny z planem zapisania w nim celów na kolejne miesiące.

Te i inne miniopowieści zamieszczam także na fanpage’u bloga, gdzie Was gorąco zapraszam. Zachęcam do dzielenia się swoimi opowieściami związanymi z poszukiwaniem minimalizmu i prostoty :)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...